tak siedząc kolejną godzinę ni tu przed telewizorem, ni przed kompem i rogrywając 123 nieskończoną partie pasjansa... nieskończoną, gdyż jeżeli w pierwsym rozdaniu nie ułoże pasjansa do końca, olewam to i zaczynam od nowa... takiego pasjansa można porównać do moich wszystkich znajomości...
było ich dziesiątki, a tak naprawde tylko pare, na palcach jednej ręki można zliczyć te, które zostały ułożone... jednak mimo to, że jednak pare razy udało mi się ułożyć wszystko tak jak chciałam, w pierwszym rozdaniu, to... to jest tylko pasjans... na następny dzień, miesiąc czy rok o tym zapominasz i nawet nie pamiętasz od jakich kart się zaczynało... a czasami pamięta się wszystko, każdą kartę w talii, kolejność ich ustawiania, czas trwania partyjki co do sekundy... ale gra ta się już skończyła... bywa przecież tak, że mimo tego, że składa się coś lub kogość setny raz, tym samym sposobem, można tak wieki, bez żadnej nudy... mimo tego, że wydaje się to być zwykłą mechanicznie powtarzaną czynnościa, rozmową, za każdym razem odczuwa się głęboką satysfakcję... i taką grę w pasjansa można nazwać prawdziwą przyjaźnią... nie tylko Ty czujesz radość w trakcie odkrywania każdej kolejnej karty, ale jednocześnie karty same chcą się odsłaniać, a nawet można powiedzieć, same się odsłaniają lub przestawiają żeby łatwiej było grać... jednak żadko spotyka się takie rozdanie....
są też takie momenty, że od razu po przetasowaniu kart i położeniu pierwszej na stół widać, że nic z tego nie będzie, że jest za małe prawdopodobieństwo zakończenia gry sukcesem i już na starcie się rezygnuje... ale nie odczuwa się z tego powodu żadnych żalów czy... nic po prostu się nie odczuwa...
choć ja i to jest moja wada, widząc karty na stole i ich rozkład, wiedząć, że nie ma to zbytnich szans, próbuje tego pasjansa ułożyć nie w pierwszym rozdaniu, ale w ogóle... lub widząc, że dane rozdanie może trwać moment, bo karty idealnie się zgrały, po pierwszym rozdaniu okazuje się, że jednak nie jest tak cudownie to i tak znowu zaczynam odkrywać karty od początku... znowu, od nowa n-ty raz staram się skończyć tą partię, żeby było idealnie, ale łudzę się ... bo to tak naprawde to tylko syzyfowa praca. okazuje się, że pasjans specjalnie nie daje się ułożyć, specjalnie dostałam wybrakowaną talię kart... bo jestem taka naiwna i cały czas się starałam i staram się nadal.. więc oddaj mi do cholery tą brakującą kartę bym mogła się przekonać czy uda mi się wszystko ułożyć czy zupełnie już zakończyć tą gre...
lecz teraz z poważnej kobiety zmienię się na chwilę w mała dziewczynkę i będę żyła marzeniami, że kiedyś znajdę taka talię kart i zagram w tak prze.fuckin'.zajebistego pasjansa, że nigdy nie będę chciała skończyć i, że nigdy żadna karta z talii się nie zgubi i zawsze będzie tą samą, niewybrakowaną talią kart...
mogę mieć tylko nadzieje, gdyż mam jeszcze kilka partyjek pasjansa, których jescze nie skończyłam, jestem na początku gry i czekam po prostu na odsłonięcie reszty kart, że uda mi się w końcu wygrać...
mówią, że kto ma szcześcię w kartach, nie ma szczęścia w miłości... ja jednak mam cholernie wielkie szczęście w miłości, w karty też dobrze sobie radzę, choć z tymi przyjaźniami moimi to różnie bywało...
jedynie co trzyma mnie przy normalności jest to, że mam Ciebie, bo gdyby nie Ty, oszalałabym w zupełnej samotności... dziękuje, że jesteś;*;*