...

2008-02-04 13:21:58

       studia... niedawno się zaczeły, a tu juz jestem po prawie tygodnia po egzaminach. strasznie mi sie nie podoba, ale coż począć mus to mus. ale bede, musze dążyć do tego, żeby skończyć tą chemie, po której spodziewałam się czegoś innego, a nie ciągłej męczarni z fizyka czy ekonomia.. mam nadzieję, muszę ją mieć, że w kolejnych semestrach bedzie, musi! być lepiej. i w końcu pojade na polibude z chęcią. pomyślę, że to właśnie to, podoba mi się i jest ok, musi. 
      strasznie narzekałam, ale teraz mały rachunek sumienia. w ciągu tych paru miechów "studiowania" w sumie nie spędzałam nad książkami długich godzin... jakby to zliczyć to mata w sumie 2 godziny, chemia 4-6, fizyka 8 godzin maxymalnie, angol 2 godziny, a ekonomia hmmm... w sumie bedzie tez ok 2 godzin spędzonych przed komputerem i przygotowywaniem pracy zaliczeniowej.. sumując wychodzi niecała doba... a semestr trwał prawie 4 miechy...   
   następnie System Eliminacji Studentów Jest Aktywny i powiem szczerze, nie taki diabeł straszny, bo nie dość, że zaliczyłam w pierwszych terminach to na ładne 4;) 
      i teraz mały komantarz, małe postanowienie... gdybym przysiadła do nauki troche częściej, zaczeła wcześniej sie uczyć na egzaminy a nie dwa dni przed, nie musiałabym się tak stresować... bo tyle ile strachu miałam w sobie przed sesją jest nieporównywanie większa niż moja wiedza...   
    możę też miałam szęście, że mam coś w sobie to coś, co pomogło mi zaliczyć i nie męczono mnie tak. tak czy siak już jestem po tym wszytkim... i nurtuje mnie tylko jedno pytanie... ilu nas zostanie ze 120 osób... i mam nadzieje, że bedzie o.k, bo musi! i zostaną osoby, a jest niestety ich niewiele, z którymi się dogaduje, można z nimi pogadać o wszystkim i o niczym, a nie tylko o "molekularnym rozpadzie" czegośtam...


            pozdro.

skomentuj (2)
Strona główna